Address
304 North Cardinal
St. Dorchester Center, MA 02124
Work Hours
Monday to Friday: 7AM - 7PM
Weekend: 10AM - 5PM
Address
304 North Cardinal
St. Dorchester Center, MA 02124
Work Hours
Monday to Friday: 7AM - 7PM
Weekend: 10AM - 5PM

Pamiętam doskonale pewne sierpniowe południe roku siedemdziesiątego trzeciego, kiedy to wracałem piechotą z Zachemu przez Park imienia Kazimierza Wielkiego, bo tramwaj numer cztery stał gdzieś przy Fordońskiej z powodu awarii sieci trakcyjnej, i zatrzymałem się przed fontanną tak, jak zatrzymuję się do dziś – bez pośpiechu, z głową uniesioną ku górze, licząc w myśli każdą postać ludzką i każde spiżowe zwierzę wspinające się ponad poziom wody. Wiedziałem wówczas, że to dzieło niezwykłe, ale nie wiedziałem jeszcze, że kilkadziesiąt lat później będę pisał o jego historii jako kronikarz serwisu mojej wnuczki Patrycji, próbując wyjaśnić czytelnikom, dlaczego sześciometrowa bryła brązu w środku miasta jest w istocie czymś znacznie więcej niż tylko ozdobą parku.
Na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego stulecia wielkie miasta europejskie przeżywały rozkwit monumentalnej rzeźby w przestrzeni publicznej. Berlińskie pracownie pełne były zamówień z całego kontynentu, a rzeźbiarze tej miary co Ferdynand Lepcke cieszyli się uznaniem, którego nie sposób przyrównać do dzisiejszej popularności ulotnych instalacji artystycznych, demontowanych po trzech tygodniach. Lepcke wybrał temat ponadczasowy – biblijny potop jako metaforę siły żywiołu i niezniszczalnej ludzkiej woli przetrwania – i zaproponował jego realizację w reprezentacyjnym Parku imienia Kazimierza Wielkiego, który stanowił wówczas, i stanowi do dziś, serce zielonego centrum Bydgoszczy.
Dnia dwudziestego trzeciego lipca tysiąc dziewięćset czwartego roku Bydgoszcz otrzymała pomnik, który na dziesięciolecia stał się jej najważniejszym punktem orientacyjnym. Data ta zasługuje na zapamiętanie, bo jest kamieniem milowym w historii sztuki publicznej tego miasta. Kompozycja, którą Ferdynand Lepcke stworzył z brązu, przedstawia wielofigurową scenę dramatycznego ratowania się ludzi i zwierząt przed biblijnym potopem – napięte mięśnie, wyraz rozpaczy i determinacji na twarzach postaci, kalejdoskop emocji scalonych w jednej, nierozerwalnej grupie rzeźbiarskiej.
Parametry techniczne dzieła mówią same za siebie: sześć metrów wysokości, osiem tysięcy kilogramów brązu. Liczby te, choć suche, dają właściwe wyobrażenie o monumentalności przedsięwzięcia. Fontanna niemal natychmiast stała się ikoną miejskiej przestrzeni, punktem spotkań i punktem odniesienia dla wszystkich, którzy opisywali śródmieście Bydgoszczy w listach, wspomnieniach i sprawozdaniach. Jej symbolika ikonograficzna – ów splot ludzkich ciał i zwierzęcych sylwetek w obliczu żywiołu – zaświadczała o rzadko spotykanym kunszcie rzeźbiarskim Lepckego.
Przez wiele lat – i, niestety, nadal w rozmowach przy kawie i na forach internetowych – pokutuje przekonanie, że bydgoska Fontanna Potop była jedynym egzemplarzem dzieła Lepckego na świecie. Jest to przekonanie błędne i warte sprostowania, tym bardziej że jego obalenie nie pomniejsza wartości bydgoskiej fontanny, lecz wzbogaca nasze rozumienie skali twórczości berlińskiego rzeźbiarza.
Ferdynand Lepcke stworzył bowiem mniejsze wersje lub odlewy tej samej rzeźby również dla innych europejskich miast – między innymi dla Coburga w Bawarii oraz dla Eisleben. I właśnie tutaj kryje się najciekawszy paradoks całej tej historii: istnienie analogicznej rzeźby w Coburgu, które zdawałoby się przeczyć wyjątkowości bydgoskiego egzemplarza, okazało się w pierwszych dekadach dwudziestego pierwszego wieku absolutnie kluczowe dla jej odbudowy. Ale do tego wrócimy niebawem, bo historia ta zasługuje na osobny rozdział.
Kiedy myślę o tym, co spotkało fontannę w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym trzecim, powraca mi w pamięci rozmowa z moim ojcem, który jako młody człowiek widział opustoszały cokół i wspominał to z takim bólem, z jakim mówi się o śmierci kogoś bliskiego. Ojciec pracował wówczas na kolei, jeździł po całym regionie i widział, jak systematycznie znika z bydgoskiej przestrzeni wszystko, co przez dziesięciolecia budowało tożsamość tego miasta.
Kontekst historyczny jest tutaj niezbędny: władze nazistowskie prowadziły w czasie drugiej wojny światowej systematyczną konfiskatę brązowych obiektów artystycznych na całym okupowanym kontynencie. Cel był czysto wojskowy – metal na cele zbrojeniowe. Fontanna Potop stała się jedną z tysięcy ofiar tej barbarzyńskiej polityki. Trzydzieści dziewięć lat po triumfalnym odsłonięciu oryginalne dzieło Ferdynanda Lepckego zostało bezpowrotnie zniszczone.
W roku tysiąc dziewięćset czterdziestym trzecim władze nazistowskie podjęły decyzję o konfiskacie fontanny i jej przetopienie na cele wojenne. Park imienia Kazimierza Wielkiego stracił swój centralny element – wymazano ze scenografii miasta coś, co przez blisko cztery dekady definiowało wyobraźnię przestrzenną bydgoszczan. Los fontanny nie był odosobniony: był częścią szerszej polityki kulturowego wymazywania, której ofiarą padło w Bydgoszczy i okolicach wiele innych pomników, rzeźb i obiektów dziedzictwa kulturowego.
Znaczenie tej utraty dla lokalnej wspólnoty trudno przecenić. Przez kilkadziesiąt lat po wojnie cokół stał pusty albo zajmowały go kolejne prowizoryczne rozwiązania, żadne z nich nieprzywracające prawdziwej tożsamości miejsca. Bydgoszcz żyła z raną, która nie była widoczna na pierwszy rzut oka, ale którą każdy starszy mieszkaniec nosił gdzieś głęboko.
Muszę w tym miejscu powiedzieć wprost o czymś, co mnie jako kronikarza i miłośnika historii regionu niezmiennie irytuje. W rozmowach i na rozlicznych stronach internetowych wciąż napotykam twierdzenie, że rzeźba stojąca dziś w Parku imienia Kazimierza Wielkiego jest oryginalnym dziełem Ferdynanda Lepckego, które cudem przetrwało zawieruchę wojenną. Jest to nieprawda.
Oryginał został bezpowrotnie zniszczony w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym trzecim. Rzeźba, którą podziwiamy dziś, to współczesna rekonstrukcja ukończona w roku dwa tysiące czternastym. Źródłem mitu jest zapewne wysoka jakość wykonania rekonstrukcji i jej wierność wobec oryginału – nawet uważny obserwator może nie domyślić się, że patrzy na dzieło ukończone przed nieco ponad dekadą, a nie przed stu dwudziestu laty. To rozróżnienie ma jednak realne znaczenie. Świadome zwiedzanie różni się od nieświadomego odbioru. A przede wszystkim – rozumienie tej różnicy jest wyrazem szacunku dla wysiłku tysięcy bydgoszczan, którzy na tę rekonstrukcję się złożyli.
W roku dwa tysiące czwartym minęło dokładnie sto lat od pierwotnego odsłonięcia fontanny. Okrągła rocznica bywa często pretekstem do patetycznych przemówień i okolicznościowych folderów, po których wszystko wraca do poprzedniego stanu. Tym razem stało się inaczej. Rocznica stała się katalizatorem czegoś, co mogę bez przesady nazwać najpiękniejszym przykładem obywatelskiej solidarności w historii powojennej Bydgoszczy.
Jak bydgoszczanie przez całą dekadę walczyli o powrót swojego symbolu? Historia ta ma trzy wymiary: wysiłek organizacyjny powołanego Stowarzyszenia, skalę finansową bezprecedensowego przedsięwzięcia oraz kluczową, niemal sensacyjną rolę, jaką odegrała rzeźba z odległego Coburga.
W roku dwa tysiące czwartym powołano do życia Stowarzyszenie Odbudowy Fontanny Potop w Bydgoszczy. Byłem wówczas jeszcze czynny zawodowo w Zachemie, ale śledziłem inicjatywę z rosnącym zainteresowaniem i przekonaniem, że właśnie tak powinna wyglądać lokalna wspólnotowość – nie odgórna dyrektywa, lecz spontaniczne zorganizowanie się ludzi wokół czegoś, na czym im zależy. Stowarzyszenie stało się organizacyjną podstawą całego projektu: inicjowało i koordynowało poszczególne etapy odbudowy, gromadziło dokumentację historyczną i techniczną, prowadziło zbiórki społeczne i tłumaczyło bydgoszczanom, dlaczego ta sprawa jest warta ich czasu i grosza.
Trudno nie dostrzec, że projekt rekonstrukcji Fontanny Potop był na skalę krajową ewenementem. Rzadko w Polsce inicjatywa oddolna osiągała taki rozmach i – co ważniejsze – taki efekt. Stowarzyszenie pozostaje do dziś głównym repozytorium pełnej dokumentacji technicznej i historycznej procesu rekonstrukcji, co czyni je pierwszorzędnym źródłem dla każdego, kto chce zgłębić temat poważnie.
I tutaj wracam do obalonego wcześniej mitu unikalności, bo ta historia ma zadziwiający ciąg dalszy. Podstawowy problem techniczny rekonstrukcji był następujący: oryginalne formy odlewnicze przepadły razem z rzeźbą w roku czterdziestym trzecim. Nie było matrycy, od której można by rozpocząć pracę. Jak odtworzyć rzeźbę z precyzją, na jaką zasługuje dzieło Lepckego, nie mając oryginalnych form?
Odpowiedzią okazał się Coburg w Bawarii, gdzie przetrwała analogiczna wersja dzieła berlińskiego rzeźbiarza. Bawarska rzeźba posłużyła jako wzorzec do stworzenia nowych form odlewniczych dla bydgoskiej kopii. Ironię historii naprawdę trudno tutaj pominąć: mit o jedyności i niepowtarzalności bydgoskiej fontanny był przez lata kultywowany jako dowód jej wyjątkowości, a tymczasem właśnie istnienie innych wersji tego samego dzieła umożliwiło jej powrót. Wielość egzemplarzy okazała się fundamentem ocalenia.
Łączny koszt rekonstrukcji przekroczył dwa i pół miliona złotych. Kwota niemała, powiem szczerze. Znaczna część tych środków pochodziła ze zbiórek społecznych prowadzonych przez Stowarzyszenie. Dla porównania – w roku siedemdziesiątym czwartym, kiedy jako delegat uczestniczyłem w VII Zjeździe Partii i widziałem na własne oczy, jak na estradę Sali Kongresowej wchodzi Leonid Breżniew, wielkie inwestycje kulturalne finansował budżet centralny lub zakłady pracy. W tamtym modelu nie było miejsca na zbiórkę groszową, ale nie było też miejsca na taką zbiorową dumę właścicielską, jaką dają dobrowolne datki. Każda wpłacona złotówka stawała się aktem współwłasności symbolu. To coś, czego żaden plan pięcioletni nie był w stanie kupić.
Obok środków społecznych w finansowaniu uczestniczyły też władze miejskie i inne podmioty, co złożyło się na mieszany model, który mógłby stanowić wzorzec dla przyszłych projektów partycypacyjnych w Polsce. Rekonstrukcja Fontanny Potop jest dziś właśnie takim wzorcem – rzadkim, udanym i wartym naśladowania.
W roku dwa tysiące czternastym, siedemdziesiąt jeden lat po przetopeniu oryginału, fontanna wróciła na swoje miejsce w Parku imienia Kazimierza Wielkiego. Efekt dekady pracy – rzeźba odtworzona z najwyższą możliwą precyzją na podstawie wzorca z Coburga i bogatej ikonografii historycznej przechowywanej w Muzeum Okręgowym imienia Leona Wyczółkowskiego – stanął przed bydgoszczanami jako domknięcie wielopokoleniowej rany.
Rekonstrukcja przyniosła przy tym jeden element, którego oryginał z roku tysiąc dziewięćset czwartego nie posiadał: nowoczesną iluminację nocną, zaprojektowaną w oparciu o technikę światłocienia. To szczegół pozornie kosmetyczny, ale – jak przekonałem się przy własnej wizycie po zmroku – zmieniający całkowicie charakter doświadczenia estetycznego. Powrót fontanny był dla miasta czymś więcej niż odsłonięciem nowej rzeźby. Był powrotem do siebie.
Historia historią, ale serwis, który prowadzę z pomocą wnuczki Patrycji, służy też ludziom, którzy chcą po prostu wiedzieć, jak i kiedy najlepiej odwiedzić to miejsce. Przejdę więc od narracji do praktyki, bo fontanna nie jest muzealnym eksponatem za szybą – stoi na otwartym powietrzu, czeka na każdego i warto wiedzieć, jak wyciągnąć z tej wizyty jak najwięcej.
Fontanna Potop stoi w Parku imienia Kazimierza Wielkiego, który jest historyczną, reprezentacyjną przestrzenią zieloną w centrum Bydgoszczy. Park sąsiaduje z Placem Wolności i wpisuje się w ciąg tożsamościowych przestrzeni publicznych śródmieścia. Wstęp jest wolny, park otwarty przez cały rok o każdej porze. Dla turystów zaplanowane zwiedzanie centrum miasta warto oprzeć na fontannie jako naturalnym punkcie wyjścia lub zakończenia spaceru, łącząc wizytę z innymi punktami wartymi uwagi w okolicy.
Mówię to z całą powagą kogoś, kto odwiedził to miejsce o różnych porach i różnych porach roku: wizyta po zmroku jest absolutną rekomendacją. Iluminacja nocna zamontowana podczas rekonstrukcji w roku dwa tysiące czternastym, zaprojektowana w oparciu o technikę światłocienia, wydobywa z mroku szczegóły, które w świetle dziennym umykają uwadze nawet uważnego obserwatora. Napięte mięśnie postaci, dynamika sylwetek zwierzęcych, dramatyzm kompozycji – wszystko to osiąga nocą intensywność niemożliwą do uzyskania przy płaskim świetle południa.
Synergia ruchomej wody i zmieniającego się oświetlenia tworzy efekt niemal teatralny. Widziałem wiele spektakli w Łuczniczce – hali, do której jestem przywiązany tak, jak do własnego fotela w salonie – i powiem, że dramat fontanny po zmroku nie ustępuje niejednemu widowisku scenicznemu. Zalecam sprawdzić przed wizytą aktualne godziny działania fontanny i oświetlenia, bo warunki mogą się różnić w zależności od pory roku.
Stając przed fontanną, warto najpierw odejść na kilka kroków, żeby ogarnąć wzrokiem całość – sześć metrów wysokości i osiem ton brązu wymaga dystansu. Następnie warto podejść bliżej i zidentyfikować poszczególne postaci w wielofigurowej kompozycji: które to ludzie, które to zwierzęta, jakie emocje rzeźbiarz wyrył w rysach twarzy i w napięciu sylwetek. Faktura brązu, kunszt odlewniczy widoczny w każdym detalu – to świadectwo precyzji zarówno oryginału z roku tysiąc dziewięćset czwartego, jak i rekonstrukcji z dwa tysiące czternastego.
I na koniec warto zadać sobie jedno pytanie, które dla mnie jest zawsze najważniejsze: czy stojąc przed tą rzeźbą, myślę jednocześnie o tysiącach bydgoszczan, którzy złożyli się na jej powrót? Bo fontanna nie jest dziełem tylko jednego berlińskiego rzeźbiarza. Jest dziełem całego miasta.
Rok dwa tysiące dwudziesty szósty, w którym przypada sto dwudziesta druga rocznica odsłonięcia rzeźby, jest dla centrum Bydgoszczy momentem szczególnym z jeszcze jednego powodu. Kilkadziesiąt metrów od fontanny, na sąsiednim Placu Wolności, rozgrywa się bowiem historia zaskakująco podobna do tej, którą właśnie opisałem – historia o symbolu zniszczonym przez nazistów i o mieście próbującym go odzyskać.
Oryginalny Pomnik Wolności autorstwa Jana Golińskiego stanął na Placu Wolności w roku tysiąc dziewięćset trzydziestym drugim. Naziści zburzyli go już w roku trzydziestym dziewiątym – zaledwie siedem lat po odsłonięciu. Paradoks sąsiedztwa uderza: Park Kazimierza Wielkiego z fontanną, odbudowaną po siedemdziesięciu jeden latach nieobecności, i Plac Wolności, który do dziś czeka na swój centralny element tożsamościowy. Dwie strony tego samego procesu historycznego, dwie rany zadane przez tę samą politykę kulturowego wymazywania.
Przez kilkadziesiąt lat powojennych Plac Wolności funkcjonował bez swojego punktu ciężkości. Aktualnie trwa konkurs architektoniczny ogłoszony przez Miasto Bydgoszcz, który rozpoczął się w roku dwa tysiące dwudziestym piątym – w roku dwa tysiące dwudziestym szóstym prace koncepcyjne są w toku.
Konkurs architektoniczny, który Miasto Bydgoszcz ogłosiło w roku dwa tysiące dwudziestym piątym, stawia przed projektantami wyzwanie znane z wielu europejskich miast: jak wpisać nowoczesne upamiętnienie w historyczną tkankę urbanistyczną bez efektu dysonansu? Nadzór sprawuje Kujawsko-Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków, co oznacza, że każda propozycja będzie oceniana nie tylko pod kątem artystycznym, lecz także konserwatorskim.
Lekcja, jaką daje rekonstrukcja Fontanny Potop, jest tutaj bezcenna: Bydgoszcz udowodniła już, że potrafi łączyć historyczną wierność z nowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi i artystycznymi. Pytanie, które chciałbym pozostawić otwartym, brzmi: czy nowy Pomnik Wolności powstanie w modelu partycypacji społecznej, inspirowanej tym, co bydgoszczanie osiągnęli przy fontannie? Byłoby to rozwiązanie godne tradycji tego miasta.
Historia Fontanny Potop jest bogatą w szczegóły opowieścią, której jeden artykuł nie jest w stanie wyczerpać. Dla tych, którzy chcą sięgnąć głębiej, wskażę instytucje będące prawdziwymi depozytariuszami wiedzy o rzeźbie i jej dziejach.
Sześć metrów brązu w Parku imienia Kazimierza Wielkiego to nie jest tylko rzeźba. To zmaterializowana historia zniszczenia z roku tysiąc dziewięćset czterdziestego trzeciego, zmaterializowana wytrwałość dekady od dwa tysiące czwartego do dwa tysiące czternastego i zmaterializowana obywatelska solidarność ponad dwóch i pół miliona złotych złożonych przez tysiące bydgoszczan, którzy postanowili, że ich miasto zasługuje na swój symbol z powrotem.
Oryginał zginął w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym trzecim i nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien twierdzić inaczej. Wyjątkowość bydgoskiej fontanny nie polega na jej fizycznej unikalności – polega na niepowtarzalności historii jej odbudowy. Tej historii żadne inne miasto w Polsce nie ma.
W roku dwa tysiące dwudziestym szóstym, kiedy Bydgoszcz pracuje nad nowym Pomnikiem Wolności na sąsiednim Placu Wolności, Fontanna Potop pozostaje żywym, brązowym dowodem na to, że to miasto potrafi odzyskiwać swoje symbole. Potrafi to zrobić cierpliwie, solidarnie i z klasą.
Odwiedźcie fontannę po zmroku. I pamiętajcie, na co patrzycie.